Z plecakiem w podróży

Z plecakiem w podróży

CAT BA

Poranek miałyśmy zacząć od hotelowego śniadania (było w cenie noclegu). Dzień wcześniej próbowałyśmy zamówić śniadanie na 7.00, bo chciałyśmy jechać do portu jak najwcześniej, ale obsługa powiedziała, że to niemożliwe, bo pani gotująca zaczyna dopiero o 7.15. Ok, zgodziłyśmy się na 7.20.
Zatem jakie było nasze zdziwienie, że na śniadanie dostałyśmy kanapki z pobliskiego straganu :) No nic, w tym kraju nic nas nie może zadziwić ;)
Po śniadaniu, taksówką, ruszyłyśmy w stronę portu. Prom odpływał o 8 i po godzinie byłyśmy na Cat Ba. Z portu, autobusem miejskim (25000vnd) przejechałyśmy do miasta.


na promie


a takie widoki mamy z promu


i już jesteśmy w porcie

w autobusie zmierzającym w stronę Cat Ba


Już na miejscu szukamy jakiegoś hotelu. Tutaj nie ma z tym problemu, bo przy głównej ulicy jeden hotel stoi przy drugim. Wchodzimy do pierwszego cena 15$. Pokój bardzo ładny z widokiem na zatokę. Idziemy dalej i ceny podobne od 15$ do 25$. Znajdujemy hotel za 15$ ze śniadaniem i właśnie ten wybieramy. Minusem tego pokoju jest to, że mieszkamy na  4 piętrze, ale za to mamy ładny widok z okna.

nasz hotel

główna ulica w Cat Ba

nasz widok z balkonu

Po zakwaterowaniu ruszamy na kajaki. W agencji, kupujemy  pakiet: podwózkę do portu plus wypożyczenie kajaka za 10$. Początek jeszcze tego samego dnia. Wyjazd o 13.30. Mamy, więc chwilę czasu, żeby coś zjeść. Ceny na Cat Ba są wysokie, szczególnie na głównej ulicy. Skręcamy w boczną i znajdujemy jakieś miłe miejsce dla tubylców.

na ulicach Cat Ba

typowy obrazek z Wietnamu: kobiety pracują, a mężczyźni... odpoczywają ;)


Wracamy do agencji, skąd zabierają nas na kajaki. Na miejscu dają nam 20000vnd na powrót, kapoki i kajak. Mówią, że mamy wrócić ok. godz. 17. No to płyniemy. Pierwszy nasz błąd - Aga usiadła na przodzie, a nigdy z kajakiem nie miała do czynienia. Nie wie jak nim sterować, mylą jej się kierunki, a ja zza jej pleców nic nie widzę. Postanawiamy dobić do brzegu (tego po drugiej stronie) i zamienić się miejscami. Od tego momentu idzie nam dobrze, chociaż czasami fala jest wysoka, szczególnie, jak trzeba wyjść na otwarte morze. Ale widoki przepiękne, w końcu możemy podziwiać piękno zatoki Ha Long. Jedynie co nam się nie podoba, to śmieci, których tu jest pełno. 
Po jakimś czasie zatrzymujemy się na małej plaży. Bezludnej plaży. Mamy chwilę, żeby popływać (pływamy tylko ja) oraz zrobić zdjęcia. Później znowu nadszedł czas pływania kajakiem po zatoce. To był naprawdę miło spędzony czas, a te 4 godziny upłynęły zbyt szybko :)
Dobijamy kajakiem do brzegu (miałyśmy problem ze znalezieniem właściwego miejsca) i całe przemoczone, ale zadowolone wracamy motor taxi do hotelu.


kajaki są fajne ;)


można wpływać do jaskiń

albo odpocząć na plaży... bezludnej

albo popływać


i oto dowód: Aga się foci, a ja pływam (kto mnie zauważy na tym filmiku?)



pływająca wioska widziana z perspektywy kajaka


na tym filmiku można zobaczyć:
 po pierwsze - te wszystkie śmieci, 
a po drugie - że czasami ryzykowałyśmy życiem, 
żeby przepłynąć z miejsca A do miejsca B


Na wieczór szukamy jakiegoś fajnego miejsca (i taniego!) z owocami morza. Wybieramy jakaś restaurację i pytamy się ile kosztuje zestaw składający się z ryby, ryżu, jakieś zieleniny, zupy. Pani podaje nam cenę 150 000vnd. Cena wydaje się ok, więc zamawiamy. Jedzenie jest dobre, ale nie powala. Zrobione pod turystów, bez tej wietnamskiej ostrości. Prosimy o rachunek, a tam cena 240000vnd. Zaczynamy się pytać dlaczego, a pani nam tłumaczy, że sama ryba kosztuje 150000vnd. Przypominamy jej, że przecież mówiła, ze cały zestaw miał tyle kosztować, a ona swoje. Po dłuższej dyskusji płacimy 200 000 :(


Cat Ba to życie nad zatoką







Kolejnego dnia miałyśmy zaplanowany treking po Narodowym Parku na Cat Ba. Jedziemy tam  autobusem w stronę portu w Hai Phong (pełno ich stoi przy porcie), Cena 40 000. Kierowca miał nas wysadzić po drodze. My przysnęłyśmy, a on zapomniał. Orientujemy się, że coś jest nie tak prawie przy samym porcie Hai Phong. Musimy wracać drugim autobusem, oczywiście temu pierwszemu nie płacimy.
W końcu dojeżdżamy do parku, zaczyna padać, więc wybieramy 2h treking czyli ten najkrótszy. Treking nie jest trudny, chociaż kamienie po deszczu są śliskie. W połowie drogi przestaje padać i żałujemy, że nie wybrałyśmy dłuższej drogi. Widoki na szczycie są piękne, ale samo dojście nie jest jakieś spektakularne. Rośliny jak to rośliny, a ze zwierząt widziałyśmy tylko wiewiórkę i wielgachnego pająka.


nasza trasa

wejście do innego świata?

na szlaku




ot, taki malutki liść ;)

jak widać podejścia nie są łagodne

takie żyjątka można zobaczyć "na szlaku"

wieża widokowa


parę informacji

i to dla takich widoków wspinałyśmy się na górę



Nie usatysfakcjonowane, postanawiamy po drodze odwiedzić Hospital Cave czyli miejsce, w którym w czasie wojny Wietnamskiej znajdował się szpital, a jak sama nazwa mówi tym miejscem była jaskinia.
Do jaskini dojeżdżamy autobusem (kierowca policzył nam 25000vnd - zdzierstwo). Na miejscu płacimy za wejściówkę 40000vnd. Początek zwiedzania i rozczarowanie. Jakieś manekiny zakryte folia, jakieś worki z piaskiem. Dopiero zagłębiając się w jaskinię całość robi co raz większe wrażenie.  Wychodzimy z jaskini zachwycone. Naprawdę warto tam iść, chociaż Wietnamczykom brakuje pomysłu, jak to wszystko urządzić. Przydał by się im, ktoś taki, kto by zrobił z tego miejsca muzeum na kształt tego o Powstaniu Warszawskim.

wejście do jaskini

początek nie zachęca




potem jest już dużo lepiej, chociaż zdjęcia nie oddają tej atmosfery nawet w 1/4



wyjście 



Do miasta, ponownie wracamy autobusem, tym razem płacimy w sumie 20000vnd. Po powrocie nie wracamy do hotelu, tylko od razu ruszamy na miasto. Trafiamy na targ, gdzie sprzedają owoce morza. Niestety nie ma stanowisk z jedzeniem :( Jeszcze chwilę kręcimy się po centrum i wracamy do hotelu.

na straganie w dzień targowy ;)








chipsy ;)


takich owoców, to w Polsce nie znajdziecie 

takie cudo postanowiłyśmy spróbować...

...smakowało :)

Na wieczór idziemy w okolice Targu coś zjeść, bo już wiemy, że to nie jest turystyczne miejsce. Znajdujemy stragan z jakąś zupą. Przysiadamy się i wzbudzamy ogólny śmiech i zaciekawienie. Pani podaje nam zupę z jakimiś dziwnymi kluskami i pokazuje co należy do niej dodać i jak ją jeść. Zupa rewelacyjna, chociaż bardzo ostra, ale w końcu jemy jak tubylcy :)

szukając czegoś na kolację trafiamy na takie obrazki: 

produkcja tofu... 
trafiamy na dzielnicę wegetariańską

ta pani przygotowuje przepyszną zupkę :)


poczujcie się, jak w Wietnamie

I tak się kończy nasz pobyt na Cat Ba. Jutro ruszamy do Ninh Binh.


PODSUMOWANIE
Sama miejscowość Cat Ba to nic ciekawego. Ładna zatoka, pełno hoteli i restauracji.
Wyprawa na kajaki jest rewelacyjna, ale przynajmniej jedna osoba musi mieć chociaż niewielkie doświadczenie. Pływanie po otwartym morzu nie wydaje się 100% bezpieczne, więc nie radzę cwaniakować i pływać bez kapoków. Gdy wypływacie lepiej skręcić od razu w lewo. Wtedy natraficie na pływającą wioskę. My niestety skręciłyśmy w prawo i na wioskę brakło nam czasu. Za to miałyśmy bezludne plaże :)
Treking po Narodowym Parku warto wybrać dłuższy niż ten dwugodzinny. 
CAT BA CAT BA Reviewed by Aleksandra Taskin on 12:51:00 Rating: 5

14 komentarzy:

  1. Prawie jak "Azja Express", tylko że prawdziwe ;) I bardzo dobrze - odkłamuj, odkłamuj celebryckie przekłamania :)

    Pozdrawiam,
    MP

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! to samo pomyślałam z Azją Express bo z zwiastuna kojarzę te krzyki, ale wy to konkretnie i na poważnie. Moim marzeniem jest Wietnam. Świetnie, że oprócz opisu wycieczki jest cennik podany. To bardzo ułatwia. Ale Wam zazdroszczę! Genialnie spędzony czas. Ja kajakiem nie pływałam, zatem jak już z kimś to jak radzisz - doświadczonym!

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprawiłaś mi ogromną przyjemność tym wpisem. Na Cat Ba w 2014 spędziliśmy 2 tygodnie. Zaprzyjaźniliśmy się z rodziną wynajmującą nam pokój, świętowałam tam swoje urodziny (na które ta rodzina zakupiła pyszne jedzenie na kolację dla nas) i oczywiście pływaliśmy kajakami po morzu (również z - wtedy - 3,5latkiem). Extra czas! pozdr, Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podobają mi się te budynki! I pływanie kajakiem, w dodatku można wpływać do jaskiń, za chwilę plaża.... brzmi jak raj. Dla mnie chyba jednak najważniejszym punktem byłby Hospital Cave :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie opisane i aż się chciałoby tam przenieść na dłuższe wakacje waszymi śladami! Zupy z kluskami chyba bym jednak nie zjadła, za to na tagu, wśród tych kolorów i zapachów przepadłabym całkowicie! Kajaki w takim miejscu to chyba niesamowicie emocjonująca przygoda. Zazdroszczę pozytywnie podróży i pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowany numer jeden dla mnie to hospital cave, uwielbiam takie nietypowe, historyczne miejsca :)
    A co to za warstwowy "koktajl" w szklance? Wygląda mega ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z kajakami nie mam zbyt dużego doświadczenia - pływałam jedynie po polskich rzekach, ale biorąc pod uwagę, jak mi i małżonkowi wychodziło wspólne pływanie, nie zdecydowałabym się na spływ po jeziorze, czy morzu ;) Do tego poziom kłótni osiągał zawsze apogeum. I nie wiedzieć czemu, wiele mijanych na rzekach kajaków mocno się na swych pokładach kłóciło. Dobrze, że w Waszym przypadku było inaczej i dałyście radę wspólnie, bezpiecznie popływać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przypomniałyście mi naszą wietnamską przygodę i pobyt w rejonie Zatoki Ha Long :)
    Zazdroszczę trekkingu, na który u nas zabrakło czasu. Zamiast kajaków, wybraliśmy rejs statkiem. Mniej emocjonujące doświadczenie, ale widoki też niezapomniane :)

    OdpowiedzUsuń
  9. z tego wszystkiego największe zazdro o te kajaki! wygląda jak super przygoda! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny ten hotelik, taki wąski :) w ogóle tak kolorowo i pozytywnie, wioska, kajaki, mega zieleń lasu, targ rybny... poczułam się jakbym tam była!
    Nie wiem czy zdecydowałabym się na pływanie kajakiem po morzu bo pływanie po rzece sprawia mi kłopoty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wietnam to jedno z tych miejsc, do ktorych2 chcę kiedyś trafić. Fajny opis miejsca i zdjęcia :) Powiem Ci, że obrazki pracujących kobiet, a leniuchujacych panów obok to też normalny widok w Ameryce Połidniowej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wybieramy się w styczniu-lutym. Na razie bez konkretnych planów, ale Hospital Cave i bazar ze straganami z jedzeniem brzmią dobrze! Do kajaków mam dwie lewe ręce - więc chyba sobie odpuszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Targ owocowy albo zupka... przepysznie :)
    Dzięki za fajną relację!

    OdpowiedzUsuń

Home Ads

Autor obrazów motywu: Sookhee Lee. Obsługiwane przez usługę Blogger.