Z plecakiem w podróży

Z plecakiem w podróży

HA LONG

Podróż do miasta Ha Long trwała cały dzień. Z Sapa wyruszyłyśmy o 8, a do Hanoi dotarłyśmy około 16 (dwie godziny autobus krążył po mieście). Myślałyśmy, że przystankiem końcowym będzie dworzec My Dinh, z którego miałyśmy dojechać do Ha Long. Nic bardziej mylnego. Wylądowałyśmy na jakieś ulicy, 10 km od dworca (sprawdziłyśmy na mapie Google), ale za to wśród tłumu taksówkarzy.

w autobusie sypialnianym, jemy śniadanie


Postanowiłyśmy pojechać na dworzec taksowką, bo bądź, co bądź wiedziałyśmy, że nie powinniśmy zapłacić więcej niż 100 000vnd. Złapałyśmy taksówkarza, upewniłyśmy się, że ma włączony taksometr i ruszyłyśmy w drogę. Po przejechaniu może z kilometra taksówkarz zatrzymał się i powiedział nam, że zawiezie nas na inny dworzec, bo My Dinh jest daleko (ok. 25km). Nie zgodziłyśmy się. Na to on, że kurs będzie nas kosztował 250 000vnd, bo dworzec jest daleko. My znowu, że do dworca jest 10 km i pokazujemy mu mapę Google. On się z tym nie zgadza, więc wkurzone wysiadamy z taksówki i postanawiamy dojechać do dworca autobusem miejskim.
Na dworcu kupujemy bilet do Ha Long (80 000vnd). Autobus już stoi, wszyscy nas popędzają, więc wydaje się nam, że ruszy za 5 min (była godzina 16.55). Szybko lecę do sklepu kupić coś do jedzenia i picia. Wracam do autobusu jest godzina 17.00. Uff zdążyłam. Myślicie, że odjechalśmy w ciągu pięciu minut? Hmmm. Nie. Czekaliśmy jeszcze 1,5 godziny.
W Ha Long byłyśmy ok. 22. Znowu wyrzucili nas nie wiadomo gdzie, w pobliżu moto taxi. Zaczynamy negocjacje z jednym z nich. Cenę ustalamy, ale okazuje się, że on sam chce nas dwie zawieźć na jednym motorze! Z dwoma dużymi plecakami! Pukamy się w czoło i idziemy w stronę centrum (mamy do przejścia 5 km) licząc na złapanie taksówki. Przeszłyśmy prawie kilometr zanim coś się znalazło.
Jedziemy do centrum (koszt taksówki 85 000vnd) i na miejscu zaczynamy szukać hotelu. Szybko znajdujemy coś za 300 000 vnd, ale postanawiamy szukać dalej. Chodzimy od hotelu do hotelu budząc popłoch wśród personelu, no bo muszą mówić po angielsku. Niestety nic ciekawego nie znajdujemy, bo większość hoteli ma komplet (wiadomo sobota). Jedyne co nam się jeszcze udało znaleźć, to pokój wspólny w hotelu za 5$ od łóżka. Postanawiamy wrócić do pierwszego hotelu, ale nie możemy go znaleźć, więc pozostaje nam tylko to dormitorium. Na szczęście jesteśmy tam same. Na jeden nocleg może być.
Następnego dnia jemy śniadanie gdzieś na ulicy.



W naszym hostelu wykupujemy 4 godzinna wycieczkę po Ha Long zaznaczajac, że nie chcemy żadnych jaskiń i kajaków (koszt 300 000, jaskinia 50 000, a kajaki 100 000). Autobus na przystań ma wyruszyć o 12, więc korzystając z chwili czasu spacerujemy po mieście. Miasto Ha Long nie oferuje nic ciekawego. Jest jakaś pagoda, jest kolejka gondolowa i jakiś punkt widokowy. Nie korzystamy z tych atrakcji. Wracamy do hostelu i czekamy na autobus, który odwiezie nas do portu. O 12.30 przyjeżdża autobus, podróż do portu trwała jakieś pół godziny.
W porcie czekamy godzinę na nie wiadomo na co, potem rozdają nam jakieś bilety i prowadzą na statek. Wyplywamy. Przez godzine pływamy wśród tych górek i znowu przybijamy na jakąś przystań. Każą nam wychodzić. My podejrzewając, że to może być jaskinia, mówimy, że nie chcemy, bo nie wykupiłyśmy biletu. Ci machają ręką i dalej każą nam wychodzić. No to wychodzimy. Rzeczywiście było to wejście do jaskini. Jaskinia to typowa komercja. Ładnie podświetlona, ale w środku masa ludzi, brak tam klimatu. Cieszyłyśmy się, że nie musiałyśmy za to płacić.




Ponownie wchodzimy na łódkę i znowu płyniemy jakąś godzinę. Kolejna przerwa, tym razem na kajaki. Zostajemy na statku. Po jakimś czasie podchodzi do nas obsługa i pyta się z jakiego hotelu jesteśmy. Podajemy nazwę i wtedy zaczyna się problem, bo zorientowali się, że nie powinniśmy wchodzić do jaskini. Przyznajemy im rację, jednocześnie zaznaczajac, że nie chciałyśmy wchodzić i, że głośno o tym mówiłyśmy. Na nic nie zdają się tłumaczenia i każą nam zapłacić. Nie zgadzamy się. Oni jeszcze coś pogadali, my mówimy "no" i na tym się kończy.
Po kajakach czekał na nas jeszcze godzinny powrót do portu i powrót autobusem do hotelu. Cała wycieczka trwała ponad 6 godzin.





Zatoka jest ładna, ale warto pomyśleć jak inaczej zorganizować sobie taki rejs, bo rejsy kupowane w agencji to czysta komercja.
Po powrocie do hostelu postanawiamy zmienić lokum na coś lepszego. Na booking.pl znajdujemy Hotel Party za niecałe 10$. Pokój świetny, wliczone śniadanie. Po zakwaterowaniu idziemy na miasto coś zjeść i poszwędać się po uliczkach. Jest fajnie, bo tego dnia ma być finał Euro 2016. Pełno ludzi, telebimy, występy na żywo. Niestety finał zaczyna się o 2 w nocy, a my o 8 mamy prom na Cat Ba, więc grzecznie idziemy spać.

na ulicach Ha Long







PODSUMOWANIE
Droga z Sapa do Ha Long trwała 14 godzin. Koszt biletów 300000vnd (220 000 z Sapa do Hanoi, 80 000 z Hanoi do Ha Long).
Autobusy wysadzają pasażerów "gdzieś" w mieście. Ani w pobliżu centrum ani w pobliżu dworca, za to w pobliżu wszelkiej maści taksówkarzy 
Miasto Ha Long  - nic ciekawego
Wycieczka na zatokę Ha Long wersja 4h trwa znacznie dłużej, bo dojazdy z/do hotelu do/z portu zajmują ok. 2 h. Ja wiem, że zatoka to takie "must see", ale mnie nie zauroczyła, mimo, że na zdjęciach wygląda cudnie. Koszt 4h wycieczki 300 000 vnd.

HA LONG HA LONG Reviewed by Aleksandra Taskin on 03:17:00 Rating: 5

Brak komentarzy:

Home Ads

Autor obrazów motywu: Sookhee Lee. Obsługiwane przez usługę Blogger.