Z plecakiem w podróży

Z plecakiem w podróży
DZIEN 5

 Kolejny dzien w  Kanchanaburi. Tym razem mialysmy w planie Park Narodowy z przepieknymi  wodospadami.
Wyruszylysmy z dworca autobusowego o godzinie 8.00. Koszt biletu 50 BHT. Czas dojazdu 1,5 godz. Zanim wyjechalysmy mialysmy okazje zobaczyc jak tajowie zachowuja sie w czasie grania hymnu czyli cos jak u nas w Polsce 1 wrzesnia, tylko, ze oni tak codziennie o 8 i 18.

nasz autobus

a tak wyglada kabina kierowcy


w autobusie...


... z tubylcami :)



Podroz bez przygod. Jak tylko dotarlysmy na miejsce, zaopatrzylysmy sie w informacji turystycznej w mapy i ruszylysmy. Cala trasa liczy 2000m na poczatku idzie lagodnie pod gore, potem troche mniej lagodnie, ale nie jest to jakas  wymagajaca trasa. Od samego poczatku zaczynaja sie wodospady, z ktorych 7 jest wyroznionych i w ktorych mozna sie kapac, wiec stroj kapielowy trzeba zabrac ze soba obowiazkowo. W kazdym wodospadzie plywaja rybki, ktore podgryzaja nogi. Jak ktos byl na fish pedicure ,to sa wlasnie te same rybki. Tylko, ze tu sa na wolnosc i sa wieksze. Osobiscie podgryzanie nie przypadlo mi do gustu.
 My kapalysmy sie  w wodospadzie nr 3 i 7.  Lepszy do plywania byl 3, ale ladniejszy 7. Ogolnie im wyzej tym ladniej, ale trasa robi sie trudniejsza. Trzeba uwazac, zeby nie polamac sobie nog przechodzac przez kamienie, korzenie i przeskakujac przez strumyczki i strumienie. Ale polecam to miejsce.

takie widoki mieliśmy w czasie calej trasy 




a tu widać peeligujace rybki :)



a po drodze mijalysmy ubrane drzewo






a to juz 7 - ostatni poziom


kąpiel na 3 poziomie


kapiel na 7 poziomie


droga czasami była trudna, chociaż akurat tutaj nie za bardzo ;)


i jestesmy na 7 poziomie czyli koniec trasy

 Ja bede je rowniez wspiminac z innego powodu. Wracajac z 7 wodospadu, poslizgnelam sie na schodach, jedna noga pojechala mi do przodu, druga  zostala z tylu  i tak przejechalam kilka schodkow. Tajka ktora szla za mna krzyknela, tak, ze Aga sie odwrocila z pytaniem czy cos mi sie stalo, na co ja, ze nic, tylko poslizgnelam sie na schodach. A potem najsmieszniejsza czesc dialogu. Na pytanie Agi, comam takiego zielonego na stopie, odpowiedzialam, ze pewnie lisc mi sie przykleil. A potem popatrzylam w dol i zrobilo mi sie slabo. Na stopie wyskoczyla mi gula wielkosci jajka kurzego.
No i nastapila akcja ratunkowa. Najpiew znalazla sie rodzina tajska, ktora szla na piknik i miala wiaderko z lodem czyli moja stopa momentalnie zostala oblozona lodem. Po jakiejs pol godziny, gdy juz nic nie czulam, znalazl sie jakis olejek eukaliptusowy. Tym tez mi wysmarowano stope. na koncu nas pozegnali i powiedzieli, zeby poczekac na straznikow. My zrozumialysmy, ze jak park bedzie zamykany, to jacys nas znajda, wiec postanowilysmy jakos pomalu schodzic samodzielnie. Okazalo sie jednak, ze straznik zostal wezwany i pojawil sie po jakis 5 min. I tak towarzyszyla mi cala grupa tajow i straznik lasu i kazdy mi pokazywal ktoredy mi bedzie wygodniej schodzic. W polowie zejscia pojawili sie jacys mlodzi ludzie czyli ktos w rodzaju ratownikow medycznych. Znowu obkladanie lodem i tym razem zostal mi zalozony bandaz sciagajacy. Najsmiejszniejsze bylo to, ze towarzyszyl im jakis chlopaczek, ktory robil calej "akcji" zdjecia. Ale w koncu dotarlismy do bazy, a ostatni odcinek pokonalysmy juz samochodem. I tam juz pozegnalismy sie ze wszystkimi ratownikami.

akcja ratunkowa

Potem powrot autobusem do Kanchanaburi. I czekanie na wczesniej zamowionego busa do Bangkoku na dworzec Mochi (koszt 180BHT). Bus mial prawie godzinne spoznienie, ale zdazylysmy na autobus do Sukhothai na 22.30 (koszt biletu ok 240BHT). Czas jazdy5,5h.
Poczatkowo mialysmy w Sukhothai byc o 6 rano, a dojechalysmy o 4. Tuk-tukiem do Guesthouse, ktory niestety swoje urzedowanie zaczynal od 6. Chcac nie chcac musialysmy poczekac te 2 godz. Zameldowanie i uznalysmy, ze idziemy spac.

idź do:
DZIEŃ 4
DZIEŃ 6
Reviewed by Aleksandra Taskin on 07:25:00 Rating: 5

Brak komentarzy:

Home Ads

Autor obrazów motywu: Sookhee Lee. Obsługiwane przez usługę Blogger.