Z plecakiem w podróży

Z plecakiem w podróży

ARMENIA - DZIEŃ 13

Pobudka bardzo wczesna, bo byłyśmy umówione z taksówkarzem na 6. Musiałyśmy zdążyć do Erewania na 8, bo o tej godzinie miałyśmy maszrutkę do Goris.
Nasz kierowca okazał się bardzo sympatyczny, niestety ciężko było się z nim dogadać. Sama droga bez niespodzianek i  nie zajęła dużo czasu (jakieś 60 km). Wprawdzie taksówkarz miał problem ze znalezieniem właściwego dworca, ale w końcu udało mu się. Przykre było jedynie to, że na końcu chciał 8000AMD, zamiast 7000 AMD, tłumacząc, że przecież musiał szukać dworca. Jakby to była nasza wina.
Przejazd do Goris był szalony, ale też już się do tego przyzwyczaiłyśmy. Tu wszyscy jeżdżą, jakby nie było przepisów drogowych i im szybciej, tym lepiej.
W Goris chciałyśmy złapać taksówkę do Tatew, ale wszyscy żądali takiej ceny, że nam się odechciewało. Szczególnie, że za parę groszy można dostać się tam autobusem. Oczywiście, jak pytałyśmy się taksówkarzy o ten autobus, to każdy odpowiadał, że takiego nie ma i do Tatew to tylko taksówką i, że on może okazyjnie podwieźć i tu padała cena itd, itp. Postanowiłyśmy zapytać się policjanta i ten nas zaprowadził pod sam przystanek. Autobus podjechał na przystanek o 14, ale wyjechał o 15.

aż strach wejść do takiego autobusu


dyskusja była gorąca :)

a nam humor dopisywał


Jazda z tubylcami bezcenna :) Te ich dyskusje, rozmowy, gestykulacja. Mimo, że nie rozumiałyśmy ani słowa, to i tak miałyśmy niezłą zabawę. Sama jazda (1,5h) też była ciekawa, przepiękne widoki za oknem i tylko czasami miało się wrażenie, że ten wysłużony pojazd nie da radę wjechać na górę. Na szczęście dał :)
Po wyjściu z autobusu od razu znalazł się nocleg. Pewnie któryś z współpasażerów zadzwonił do znajomego, że właśnie nadjeżdżają turystki. Cena noclegu niezbyt dobra, bo 7000 AMD, ale dom fajny, gospodarze mili, jedzenie przepyszne. Gospodyni niby mówi po angielsku, ale nie rozumie najprostszych słów.

"salon" w naszej kwaterze ;)


Po zakwaterowaniu ruszyłyśmy do twierdzy. Zaraz przy wejściu rozłożone są kramy, na których można kupić przepyszne ciasta, zioła i inne rzeczy. Zatrzymała nas nasza gospodyni, żeby poczęstować nas przepyszną baklawą.

i już widzimy Monastyr

kramy z pysznościami

Sama twierdza jest ok, widoki prześliczne. Klasztor ufundowano w IX w. w miejscu kultu znanym od dawnych czasów. W pewnym okresie był ważnym politycznym centrum księstwa Sjiunik, a w X w. zamieszkiwało go ok. 1000 osób. W 1931r. trzęsienie ziemi zniszczyło kompleks, ale monastyr wciąż zachował swoje piękno. 

Kościół św. Piotra i Pawła



kościół Matki Bożej

kościół św Grzegorza

wieża dzwonnicza


Gawazan - tańcząca kolumna




fragment jakiś drzwi

wiadomo... tego w Armenii jest wszędzie pełno

mały kościółek bez drzwi???


wnętrza nie powalały, ale miały swój urok




Z okien klasztoru rozciąga się przepiękny widok na głęboki wąwóz oraz górskie masywy, które z jednej strony oddzielają Armenię od Górskiego Karabachu, a z drugiej od Nachiczewanu.

jeden z widoczków

Po powrocie na kwaterę dostałyśmy obiad, bez mięsa, ale był przepyszny. Furorę zrobiła marnowana czeremcha. Do tego domowej roboty winko, koniak i wódeczka. Żyć, nie umierać.

Gosia zabawia wnuka gospodarzy

a Ania korzysta z huśtawki :)

Na wieczór razem z Gosią wybrałam się na wieczorny spacer, a po powrocie spanie.

wieczorny spacer


ARMENIA - DZIEŃ 13 ARMENIA - DZIEŃ 13 Reviewed by Aleksandra Taskin on 14:43:00 Rating: 5

8 komentarzy:

  1. ach te kramy z lokalnym jedzeniem.... uwielbiam niezależnie od kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak :) to cały urok podróżowania :)

      Usuń
  2. Ciekawą architekturę ma monastyr. Jestem przyzwyczajona do tych bałkańskich, które są mniej kanciaste ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my byłyśmy zdziwione, że monastyry w Armenii różniły się od tych z Gruzji

      Usuń
  3. Przejazdy lokalnymi autobusami to moje najlepsze wspomnienia podróżnicze :)

    OdpowiedzUsuń

Home Ads

Autor obrazów motywu: Sookhee Lee. Obsługiwane przez usługę Blogger.