Z plecakiem w podróży

Z plecakiem w podróży
DZIEN 21

Kolejny dzien w Vientane. Tym razem w planie mialysmy Park Buddow.
Z pobudka sie nie spieszylysmy, bo autobusy tam kursuja czesto i do poznych godzin. 
Najpierw sniadanie w hotelu, bo wszedzie dookola drozyzna. Doszlysmy z Aga do wniosku, ze ludzie z Laosu do perfekcji dopracowali jak mozna na turystyce zarabiac. Potrafia przystosowac sie do wszystkich wymagan. Na topie jest amerykanskie sniadanie, to oni Ci je podadza oczywiscie odpowiednio sobie za to liczac. Zatem w Vientane spokojnie znajdziecie kuchnie wloska, japonska, oczywiscie francuska i inne.

Po sniadaniu ruszylysmy na dworzec autobusowy. Wymyslilysmy sobie, ze po co przeplacac w agencjach turystycznych, jak spokojnie z lokalsami, pojedziemy do Budda Park zwyklym autobusem.
Czyli start mialysmy ok godz 9.30 (nie pamietam dokladnej godziny, bo autobusy kursuja co 15 min). Autobus nr 14, koszt biletu 6000 kip. Dojechalysmy do granicy laotansko-tajlandzkiej czyli na tzw Most Przyjazni. Taaaaa.... Most Przyjazni bardzo szumnie nazwany. My musialysmy sie pytac trzech osob czy to tu, czy to TEN Most Przyjazni. Okazalo sie, ze to ten. Nie powalil nas.


 slynny Most Przyjazni - poznalysmy, ze to ten po napisie





Nastepnie zaczely sie poszukiwania srodka transportu do Parku Buddow, bo wszyscy mowili, ze to przynajmniej jeszcze 10 km. Cos nam sie nie zgadzalo, bo na stronach internetowych wyczytalysmy, ze zwykly autobus powinien zawiesc nas pod sam Park. Wrocilysmy z powrotem na przystanek autobusowy i rzeczywiscie mialysmy sie przesiasc do nastepnego (jeszcze bardziej rozklekotanego) autobusu. Dodatkowy koszt 2000 kip. Podroz byla niesamowita, bo z lokalsami, bo droga byla bardziej dziurawa niz drogi w Polsce, bo za kazdym razem, gdy podskiwalismy na dziurach my jeczalysmy, a tubylcy z nas sie smiali ;)


podroz z lokalsami - bezcenna

a to nasz wspanialy autobus


Ale w koncu dojechalysmy. Park Buddow trzeba odwiedzic. Pelno posagow buddow i innych stworzen. Duze i male. Na poczatek wchodzi sie do paszczy stwora i po roznych bardziej lub mniej stromych schodach wychodzi sie na powierzchnie na samej gorze. A widok z tamtad niesamowity.
Sam park jest nieduzy, ale jakies 2 godziny (z odpoczynkiem) mozna tam spedzic.

potwor

w paszczy bestii ;)


na gorze "potwora"


zwiedzajac Budda Park




no i wielgasny lezacy Budda



Do Vientiane wróciłyśmy ponownie lokalnym autobusem, ktory juz bez przesiadki zawiozl nas na dworzec autobusowy. Caly koszt dojazdu wyniosl nas 14000 kip na lebka. A gdybyscie chcieli robic to przez agencje, to musielibyscie zaplacic ze 150000kip. Cwane jestesmy, nieprawdaz?

Obiad planowalysmy zjesc w hotelu, ale okazalo sie, ze w niedziele kuchnia nie pracuje. Zatem po godzinnym odpoczynku udalysmy sie na miasto w poszukiwaniu czegos dobrego do zjedzenia. Znalazlysmy jakas lokalna jadlodajnie. I wszystko bylo fajne, bo tubylcy sie do nas usmiechali, a my moglysmy poobserwowac jak bawia sie ludzie z Laosu w czasie wolnym, ale gdy dostalysmy rachunek, to wiedzialysmy, ze znowu podliczono nas specjalnie :(

obiedzik


A potem ruszylysmy na targ nocny. Wiadomo na zakupy. Najpierw przeszlysmy sie bulwarem wzduz Mekongu. Obserwowanie lokalnych ludzi zawsze jest fascynujace. Tu ciekawostka byly aerobiki. Czyli jedna osoba na podwyzszeniu, krzyczaca i wyginajaca sie, a przed nia tlum ludzi karnie to wszystko powtarzal. Do tego oguszajaca muzyka. Naprawde warto to zobaczyc, niekoniecznie uslyszec.

widok z bulwaru. To dopiero poczatek pory deszczowej, wiec Mekong jeszcze nie szaleje


aerobik na swiezym powietrzu





A potem zostały nam tylko zakupy i oczywoiscie targowanie sie. No i powrot do hotelu. bez przygod. Chociaz nie. Bo prostytutki krecace sie kolo naszego watu - widok bezcenny. Szczegolnie, ze po blizszym przygladnieciu sie okazywalo sie, ze to panowie.

idź do:
DZIEŃ 20
DZIEŃ 22

Reviewed by Aleksandra Taskin on 04:33:00 Rating: 5

Brak komentarzy:

Home Ads

Autor obrazów motywu: Sookhee Lee. Obsługiwane przez usługę Blogger.