Z plecakiem w podróży

Z plecakiem w podróży

DZIEŃ 19 - OSTATNI DZIEŃ W LUANG PRABANG

Plany na dzisiaj miałyśmy ambitne. Najpierw wizyta w szpitalu na wizytę kontrolna, potem przeprawa na druga stronę Mekongu i objazd kilku wiosek.
Po śniadanku, które zjadłyśmy w naszej ulubionej restauracji, gdzie gotuje przemiła pani, wypożyczyłyśmy rowery i ruszyłyśmy do szpitala.



przygotowania do zwiedzania, bo słonce jest ostre

najlepsza rzecz na świecie - owocowy shake z mlekiem...mmmmm
 
I pewnie jesteście ciekawi co z Wasza ulubiona autorka tego wspaniałego bloga. Noga ładnie się goi. Niestety nie obyło się od ponownego czyszczenia rany (brrrr, bo nie należy to do przyjemności), tym razem jeszcze byłam obiektem pokazowym dla stażystów. No cóż, dla nauki trzeba się poświecić. Przemiła pani doktor (która wygląda jak drobna 15-latka) kazała pojawić mi się na następną kontrole za 3 dni. Hmmm... trochę  nie jest to zgodne z naszymi planami, bo już dzisiaj mamy zamiar opuścić Luang Prabang i wyruszyć do Vientiane. Na szczęście, przemiła pani doktor zgodziła się, żebym na kontrolę zgłosiła się do szpitala w Vientiane lub Bangkoku, byle za 3 dni. Co da się zrobić. Dostałam następną porcje leków, w tym antybiotyk, kopa w tyłek i wynocha ;) Ale poważnie... jeśli będziecie kiedyś w Luang Prabang i będziecie mieli kłopot ze zdrowiem i uda Wam się znaleźć ten szpital, to nie bójcie się - przeżyjecie :)

w końcu pozbyłam się różowych skarpetek, ostał się ino plaster, nawet motyl był zadowolony


Po wizycie w szpitalu ruszyłyśmy na druga stronę rzeki i zwiedzanie wiosek. Przeprawiłyśmy się, jak wcześniej,  promem. Następnie przejechałyśmy jakieś 2 km (w porywach) i powiedziałyśmy sobie, ze to głupi pomysł i musimy wymyślić coś innego, bo w tym słońcu i tak nie damy rady.

to był nasz ambitny plan... szybko się skończył . Tu już wracamy, wcześniej pokonałyśmy tą górkę pod górkę ;)


Zatem z powrotem wróciłyśmy nad rzekę, gdzie znowu zrobiłyśmy sobie obiad złożony z rybki, ozorka i owoców, ale tym razem już inna pani była bardziej cwana i policzyła nam to jak za zboże (40000kip). Potem przeprawa powrotna i kolejne myślenie nad nowym planem. Nowy plan to karmienie tresowanych rybek w Muzeum Narodowym i lody w naszej ulubionej lodziarni, a potem do Phu Si na ładny widoczek. Pierwsze dwa punkty zrealizowałyśmy bez problemu.

tresowane rybki. Na czym ten fenomen polega? ... wystawiasz reke i wszystkie rybki zamieraja i wyciagaja pyszczki w twoja strone czasami nawet je wynurzajac. Ruszasz ręka w prawo, one odwracają się w prawo, itd. I to nie sa zarty.

Aga z rybkami


Trzeci punkt zatrzymał się przy murku obok schodów do Phu Si. No bo wiecie, słonce, upal, a schodów jest tysiące.... ;)

to był nasz kolejny ambitny plan...był

 tak jak pisałam, plany były ambitne, a tak się skończyło

z serii  "życie na skuterach"
tutaj dzieci są jak małpki, wiedza jak trzymać się mamy, żeby nie spaść

maseczka i parasol - rzeczy niezbędne

inna opcja z dziecmi

mnisi z zolta parasolka - kolory niesamowite

I tak zakonczyl sie nasz dzien. Teraz pisze bloga, za chwile prysznic i podroz nocna do Vientiane.
Może tam będzie chłodniej ;)

no i juz w autobusie




idź do:
DZIEŃ 18
DZIEŃ 20
DZIEŃ 19 - OSTATNI DZIEŃ W LUANG PRABANG DZIEŃ 19 - OSTATNI DZIEŃ W LUANG PRABANG Reviewed by Aleksandra Taskin on 03:28:00 Rating: 5

Brak komentarzy:

Home Ads

Autor obrazów motywu: Sookhee Lee. Obsługiwane przez usługę Blogger.