Z plecakiem w podróży

Z plecakiem w podróży

ARMENIA - DZIEŃ 14

Wstałyśmy wcześniej, bo razem z Gosią chciałam, jeszcze przed śniadaniem, po raz ostatni rzucić okiem na Monastyr.

w drodze na druga stronę 

dla takich widoków warto wcześniej wstać
a w tle widać jaką drogę przebywa kolejka




modelki :)


nie tylko Monastyr był zachwycający, inne widoki też powalały

studnia i sklepy (?) przy naszej kwaterze

Po powrocie czekało na nas śniadanie. Właścicielka naszej kwatery jest wspaniałą gospodynią i wspaniale gotuje. Na śniadanie miałyśmy miód (taki prawdziwy), jeszcze ciepłą baklawę i kaczapuri z serem, do tego swojskie jajka i drzem z fig. Pychotki :)

śniadanie może i skromnie wygląda, ale było przepyszne :)


Po śniadaniu, pakowanie, pożegnanie z gospodarzami i ruszyłyśmy w stronę kolejki.
Jeszcze wczoraj postanowiłyśmy przejechać kolejką do Halidzor, gdzie miał czekać na nas zamówiony przez gospodarzy taksówkarz, który miał nas zabrać do Erewania. Trochę się bałyśmy, że nie wpuszczą nas z plecakami, ale nic takiego się nie stało. Na miejscu okazało się, że będziemy jedynymi pasażerami :) A to naprawdę szczęśliwie się złożyło, bo zwykle każdy wagonik jest załadowany po brzegi. Bilet na kolejkę 3000 AMD, ale naprawdę warto.

parę informacji o Wings of Tatew

Stacja - Tatew

i widoki z kabiny :)


Ania podziwia 

Sama kolejka o wdzięcznej nazwie Wings of Tatew jest najdłuższą kolejką liniową na świecie. Kosztowała 18 mln dolarów. Podróż na prawie 6 km trasie trwa ok. 11 min i przebiega 330 m nad wąwozem rzeki Worotan. Widoki są przepiękne, z wagoniku rozciąga się wspaniała panorama całego regionu. Wprawdzie z moim lękiem wysokości nie czułam się zbyt komfortowo, ale dałam radę. Chwile niepewności przeżyłam jedynie wtedy, gdy wagonik zatrzymał się. Na szczęście po jakimś czasie ruszył :)

Na miejscu czekała na nas zamówiony taksówkarz. Pierwotnie byliśmy umówieni na 12000 AMD (4000 AMD od osoby). Przynajmniej taką cenę nam podali nasi gospodarze. No, ale przecież to Armenia, więc nie powinnyśmy być zdziwione, że taksówkarz zarządzał 18000 AMD (pytanie czy nie musiał zapłacić prowizję dla naszych gospodarzy?). A jednak byłyśmy zdziwione. Nie pomogło targowanie, bo wiedział, że jesteśmy na pustkowiu i bez niego nigdzie się nie ruszymy. I tak chcąc nie chcąc, zgodziłyśmy się na tą cenę :( 
Sama podróż była szalona i niebezpieczna. Kierowca okazał się wariatem, który kilka razy doprowadził do bardzo niebezpiecznych sytuacji na drodze (raz prawie zderzyliśmy się czołowo z samochodem jadącym z naprzeciwka, był pisk opon i gwałtowne hamowanie).

w czasie drogi widoki miałyśmy zagwarantowane

takie ule widziałyśmy co chwila

krajobraz ciągle się zmieniał



a takie niespodzianki na drodze - normalna rzecz w Armenii





Do Erewania dojechałyśmy po paru godzinach. Kierowca odwiózł nas na dworzec kolejowy (a miał na autobusowy) i powiedział, że dalej nie jedzie, bo nie zna Erewania. Miałyśmy ochotę wydrapać mu oczy, ale jesteśmy damami, więc odpuściłyśmy.
Maszrutką za parę groszy (100 AMD) dojechałyśmy do dworca autobusowego. Tam chciałyśmy kupić bilet na autobus do Tabriz. I tu zaczęła się komedia. Facet w okienku przez 10 min nas ignorował, wolał bawić się komórką, potem odpowiadał monosylabami. W końcu udało się z niego wydusić, że bilet na autobus kosztuje 26000 AMD od osoby (!). Cena nas przeraziła. No, ale po zastanowieniu (zajęło nam to pół godziny) postanowiłyśmy kupić te bilety, no bo jakie miałyśmy wyjście? Wracamy do okienka, a tam już inna osoba mówi nam, że biletów nie ma, a jedyne wolne miejsca są na autobus, który ma wyjazd za 4 dni. Załamałyśmy się, bo w Erewaniu chciałyśmy zostać tylko 2 noce. Oczywiście całej tej rozmowie musiał się przysłuchiwać taksówkarz, który zaproponował nam przewiezienie na granicę armeńską-irańską za 100$. Postanowiłyśmy poczekać z decyzją. 
Kolejnym problemem jaki miałyśmy na głowie, to sprawa noclegu. Na szczęście naprzeciwko dworca zauważyłyśmy hotel. Okazało się, że pokój w tym hotelu kosztuje 7000 AMD (tak, tak za pokój, a nie od osoby). Wprawdzie warunki nie były rewelacyjne, ale miałyśmy włączony ostry tryb oszczędzania. Oczywiście właściciel hotelu zaproponował nam także pokój za 26000 (dla VIP-ów), ale bądź, co bądź backpakerki nie potrzebują luksusów ;)

maszrutka :)

Po zakwaterowaniu, prysznicu ruszyłyśmy na poszukiwanie jedzenia. Wybrałyśmy bar po drugiej stronie ulicy. I to był błąd, bo jedzenie takie sobie, a chcieli nam policzyć 1000 AMD za butelkę coli. 
Po obiedzie busikiem pojechałyśmy do centrum. Tam powłóczyłyśmy się po ulicach. Nie nastawiłyśmy się na jakieś specjalne zwiedzanie. Po 2 godzinach szwendania się po centrum postanowiłyśmy pójść na lody. Wybrałyśmy lodziarnię Galeo. I znowu to nie był trafiony wybór. Lody takie sobie.


spacerując ulicami Erewania:
trafiłyśmy na meczet czyli zapowiedź tego, co miałyśmy wkrótce zobaczyć w Iranie

trafiłyśmy na miejsce wypoczynku tubylców :)


znalazłyśmy też taką ciekawą knajpę


a ja wypatrzyłam "wspomnienie" swojej niedawnej podróży :)

Po lodach wybrałyśmy się na śpiewające fontanny. I, w końcu, to był fajnie spędzony czas. Kupa ludzi, fajna atmosfera, piękne fontanny.

no i tutaj, tego dnia, spędziłyśmy najwięcej czasu


żeby nie było, że tylko my byłyśmy tym zafascynowane ;)





i na koniec filmik

Do hotelu wróciłyśmy maszrutką, na którą czekałyśmy chyba z 1,5 godziny, bo inteligentnie pomyślałyśmy, że dojedziemy tylko nr 75 (na drugi dzień się okazało, że jeszcze z 5 numerów pasuje). Ścisk był niesamowity, ale szczęśliwie dojechałyśmy :)
I tak się skończył ten dzień, gdzie każdy nas próbował naciągnąć. 

ARMENIA - DZIEŃ 14 ARMENIA - DZIEŃ 14 Reviewed by Aleksandra Taskin on 14:51:00 Rating: 5

10 komentarzy:

  1. Krajobraz niezwykle przypomina mi jednak Gruzję. Udało mi się ją zjechać w tamtym roku ale do Armenii nie dotarłam. Jak patrzę to trzeba będzie nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście krajobrazy w Gruzji i Armenii są podobne :)

      Usuń
  2. Olu, Armenia na Twoich zdjęciach jest niesamowita! Naciągactwo niestety obowiązuje w każdym zakątku świata i nie zawsze możemy na to cokolwiek poradzić, ale kierowcy -szaleńcy to coś, czego nie znoszę. Pozdrawiam bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają :)

      Usuń
  3. Górskie wpisy zawsze chwytają mnie za serducho. W szczególności, jak jeszcze mogę popatrzeć na nieznane mi tereny. Cudnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak. To zawsze jest największy plus przejazdów :)

      Usuń
  4. Chociaż widoki wam ten dzień wzbogaciły :) Naciągacze niestety są wszędzie! Ja się wybieram do Armenii w kwietniu, już się doczekać nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiście naciągacze są wszędzie, ale jakoś w Armenii ich nie wyczuwałam. A potem się dziwiłam, że tak łatwo dałam się zrobić ;)

      Usuń
  5. Podoba mi się i to bardzo. Nie wiem dlaczego, ale mam nieodpartą chęć odwiedzenia tego regionu. Spore wrażenie robi właśnie na mnie Armenia. Kto wie, może za jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń

Home Ads

Autor obrazów motywu: Sookhee Lee. Obsługiwane przez usługę Blogger.